Dzisiaj jest poniedziałek, 25 września 2017. Imieniny Aureli, Kamila, Kleofasa

Pawłokoma: darowałam, ale nie zapomnę

2010-05-27 11:50:08 (ost. akt: 2015-09-13 11:33:14)

Skłębienie nacjonalizmu, sąsiedzkich nienawiści, komunizmu, rywalizującego podziemia polskiego i ukraińskiego, wątku socjalnego, głodu ziemi”. Tak określił sprawę Pawłokomy w jednym z wywiadów Piotr Tyma, sekretarz Zarządu Głównego Związku Ukraińców w Polsce.

Zdjęcie rodzinne, wykonane przed wojną — druga z lewej to Julia Żuk

Zdjęcie rodzinne, wykonane przed wojną — druga z lewej to Julia Żuk

Autor zdjęcia: Ryszard Biel

Julia Żuk to jedna z osób, która przeżyła pogrom ludności ukraińskiej w Pawłokomie, dokonany 3 marca 1945 roku przez żołnierzy Armii Krajowej i ludność polską. W 1947 roku przesiedlono ja do wsi Lisów koło Pasłęka
— Miałam wtedy 19 lat. W kilka dni straciłam niemal całą rodzinę... — mówi Julia Żuk.
Dla 80-letniej kobiety te wspomnienia są nadal bardzo trudne. Gdy zaczyna opowiadać, głos jej się łamie, a do oczu co chwilę napływają łzy.

Jak w tyglu
Pawłokoma była otoczona wioskami polskimi. Większość jej mieszkańców stanowiły rodziny mieszane, polsko-ukraińskie. O tym, kto przynależał do jakiej narodowości, decydowali rodzice oraz tradycja.

— Zasada była taka, że jeżeli ojciec był Polakiem, a matka Ukrainką, to syn również był Polakiem, a córka Ukrainką — opowiada pani Julia. — Maja matka była Ukrainką, a jej brat Polakiem. Moje panieńskie nazwisko, Kosztowska, też brzmi polsko.

Zabijali niewinnych
Akcja odwetowa żołnierzy AK i Polaków zaczęła się od Pawłokomy. 3 marca 1945 roku zamordowano tam ok. 360 osób pochodzenia ukraińskiego.
— Ludzi z chałup wygnali i spędzili do cerkwi. Dzieci oddzielono i odprowadzono do innej wioski, a reszta musiała iść do grobu. Rozstrzelano ich na cmentarzu i wrzucono do dołów. Mój ojciec ukrył się w domu. Jego kryjówkę wskazał żołnierzom syn naszego sąsiada-Polaka. AK zatłukło go kolbami, połamali wszystkie kości. Ludzie mówili, że żył jeszcze, gdy wrzucili go do grobu z rozstrzelanymi — starsza pani zaczyna płakać. — A on nie był żadnym banderowcem.
Brat matki pani Julii — Staszek — służył w Armii Krajowej. Wiedział, że coś złego może się zdarzyć w Pawłokomie.

— Dwa dni wcześniej kazał nam się ukryć w Dynowie u mojego dziadka, który też był Polakiem. Schowałam się z siostrą pod łóżkiem, gdy przyszli przeszukać ten dom. Jak dziś to pamiętam. Zabrali moją matkę, 11-letnią siostrę, babcię oraz sąsiadkę z 11-letnią córką. Zastrzelili wszystkich, a dziadkowi kazali ich pochować. Zabili też wuja Staszka, bo wiedział, co się tam działo.

Kat i ofiara
Zdaniem pani Julii, przed wojną w Pawłokomie zdarzały się zatargi między sąsiadami, bo Polacy mieli więcej praw od Ukraińców, ale żyło się normalnie. Poważne antagonizmy zaczęły nasilać się dopiero w czasie wojny.

— To wina Niemców, którzy napuścili Ukraińców na Polaków — uważa pani Julia. — Mówili, że stworzą państwo ukraińskie i ludzi brali do wojska.
Po wycofaniu się wojsk niemieckich z Pawłokomy, w wiosce stacjonowali Rosjanie i chronili ludność ukraińską przed odwetem za to.
— Mówili jednak: „Dokąd my jesteśmy, to wy też. Jak my pójdziemy, to i was nie stanie”. I tak było.
Co było bezpośrednią przyczyną akcji odwetowej?
— Ludzie mówili, że UPA pacyfikowała wioski polskie, a krótko przed akcją odwetową banderowcy zabili 11 Polaków z Pawłokomy. Ale ich nie zabił chyba nikt z mieszkańców naszej wsi.

Nie chciałam wrócić!
Pani Julia krótko po wojnie odwiedziła Pawłokomo. Podczas pierwszej wizyty nie chciano jej wpuścić na cmentarz.
— Krzyczano, czego tu szukam, tu mordercy leżą. Zapytałam ich co zrobili z moim wujem Staszkiem, którym był Polakiem i żołnierzem AK. Wtedy się zamknęli.
Później wracała tam jeszcze kilkakrotnie, ale na krótko.
— Nigdy bym tam nie wróciła mieszkać — wyrzuca z siebie. — Nasz dom stał w pobliżu cmentarza. Nie mogłabym tam żyć. Nie było do czego wracać.

„Proszczaty”
Miejscowość Lisów kilka kilometrów od Pasłęka — to tu w 1947 roku, w ramach akcji „Wisła”, została przesiedlona i mieszka do dzisiaj Julia Żuk. Tu poznała swojego męża, również Ukraińca. Oboje pracowali w tamtejszym PGR-ze.
— Mąż zmarł niedawno na raka krtani, ale on zmarł swoją śmiercią. A tam takich młodych wymordowali...
Po przyjeździe do Lisowa w pobliżu nie było cerkwi, pani Julia chodziła do polskiego kościoła.
— Spowiadałam się, przyjmowałam komunię, księdza po kolędzie. Później wybudowano cerkiew w Pasłęku. Teraz przyjmuję dwie kolędy — dodaje i po raz pierwszy się uśmiecha.
— My wszyscy katolicy, wierzymy w jednego Boga, mamy jednego papieża, coraz mniej dzieli oba narody — mówi.
Cieszyła się, że Polska pomagała Ukrainie w czasie „pomarańczowej rewolucji”.
— Księża nam mówią, że trzeba „proszczaty”, darować. Ja darowałam, ale... nie zapomnę.

Rafał Maliszewski
(2006)

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. EE #2185900 | 31.41.*.* 19 lut 2017 16:02

    Droga Pani współczuje przeżyć ,ale to nie AK zaczęło mordy na cywilach , tylko UPA i ukraińska ludność, jest akcja , jest reakcja.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Cezar #1806231 | 89.69.*.* 1 wrz 2015 16:45

    Można tylko Pani współczuć takich przeżyć ale jak ktoś wspomniał tacy niewinni ci panowie raczej nie byli, wg kilku źródeł rozstrzelano tylko mężczyzn gdzie wiemy co Ukraińcy robili kobietom, dzieciom czy starcom - w jaki sposób mordowali... Oczywiście nie wolno nam żyć ciągle przeszłością, szanujmy się ale nie możemy siedzieć cicho, wspierać ich gdy ich bohaterami są mordercy. Walczyli o niepodległośc ktoś powie - mordując cywili? Oby nikt nie powtórzył tych błędów przeszłości

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Acro #1680471 | 79.185.*.* 3 mar 2015 20:30

    Z tymi niewinnymi w Pawłokomie tobym tak nie przesadzał. Współpracowali z UPA i to z ich poduszczenia zamordowano grupę ich sąsiadów z tej samej wsi. Polacy chcieli wiedzieć chce są groby tych zamordowanych ale UPAmany nie chciały powiedzieć. Za to wysłali wcześniej ludzi po pomoc do bandziorów z UPA. tyle że ci bali się przyjść swoim kumplom od tryzuba, piły i siekiery bo za dużo było tam oddziałów AK. Po wszystkim żony zabitych doniosły do rosjan przez co aresztowano ok 280 Polaków.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Peter #144336 | 78.155.*.* 13 gru 2010 14:48

    Czegoś nie rozumie -3 marca 1945 roku na wskazanych terenach była już "wadza radziecka". Więc jak mogło dojść do mordu zbiorowego przy użyciu broni palnej ( czy- oddziały podziemnej armii ( tu.AK ) zdradzałyby swoją obecność i same narażałyby się na unicestwienie wraz miejscową ludnością narodowości polskiej -jak wspomina Pani Julia -wówczas 11 letnia dziewczynka). Dziwnym też jest, że "poza szczegółami" -nie wymienia Pani nazwisk tam zamieszkałych Polaków.Poza ty, Pani Julia udała się na miejsce zbrodni, gzie ją nie mile witano... Kto to był ? Można domniewać, że nie był to dla Pani Juli osoby obce.I, czy po tak strasznym wydarzeniu - nie lękała się o swoje życie? Może zbyt wiele pytań się tu rodzi ...No, ale ....-Bóg był tego Świadkiem i niech On osądzi ten zbrodniczy czyn i ich sprawców.

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Polak #28526 | 95.48.*.* 18 lip 2010 17:26

    Dlatego trzeba pojednania, jesteśmy słowiańskimi Narodami i to powinno nas trzymać w jedności.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz