Dzisiaj jest czwartek, 23 listopada 2017. Imieniny Adeli, Felicyty, Klemensa

Nie da się zmierzyć, która krzywda bardziej boli

2017-05-07 10:00:00 (ost. akt: 2017-05-07 12:43:55)
Cerkiewna dzwonnica w Terce. Jeden z dzwonów zawieszony jest obecnie na przykościelnej dzwonnicy.

Cerkiewna dzwonnica w Terce. Jeden z dzwonów zawieszony jest obecnie na przykościelnej dzwonnicy.

Autor zdjęcia: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Bieszczady-terka-dzwonnica.jpg

O przyczynach i skutkach Akcji Wisła oraz mitach na jej temat rozmawiamy z prof. Romanem Drozdem, kierownikiem Zakład Studiów Wschodnich Akademii Pomorskiej w Słupsku
.

— Panie profesorze rozmawiamy w szczególnym momencie — 70 lat temu rozpoczęło się wysiedlanie Ukraińców z południowo-wchodniej Polski. Pan jest autorem tekstu zatytułowanego „9 mitów o Akcji Wisła”. Była ona kolejną dramatyczną polsko-ukraińskiego konfliktu religijnego, narodowościowego, klasowego i politycznego.

— Przede wszystkim był to konflikt o ziemię. To było źródłem wszystkich innych. Gra toczyła się o to, do kogo ma należeć, czy do państwa polskiego, czy ukraińskiego, które Ukraińcy usiłowali stworzyć. Na to nakładały się kwestie wyznaniowe. Po jednej stronie stali rzymscy katolicy, po drugiej grekokatolicy i prawosławni. Do tego dochodziła jeszcze kwestia porażki Ukraińców po I wojnie światowej, kiedy nie udało im się stworzyć niepodległego państwa. Proszę zwrócić uwagę, że nawet mniejsze narody — Litwini, Łotysze czy Estończycy — wybiły się na niepodległość. A tutaj kilkudziesięciomilionowy naród ukraiński pozostał bez niczego. To spowodowało frustrację, pogłębioną przegraną wojną z Polską o Galicję Wschodnią.


— O które tereny chodziło? 

— O przedwojenne województwo stanisławowskie, tarnopolskie, część lwowskiego oraz o nienależący do Galicji Wschodniej Wołyń. Ukraińcy wojnę przegrali i obarczyli Polaków częścią winy za niepowodzenie w budowaniu ukraińskiej państwowości. Konflikt zaogniła polityka II Rzeczpospolitej wobec mniejszości narodowych, nie tylko ukraińskiej. Celem tej polityki była asymilacja i polonizacja Ukraińców, a nie podtrzymywanie ich tożsamości. Po obu stronach popełniono wiele błędów, co spowodowało wzrost nacjonalizmów. Do eksplozji potrzebna była tylko iskra. I stał się nią wybuch II wojny światowej. Państwo polskie formalnie znikło (choć działało w podziemiu) i Ukraińcy uznali, że szansa na budowę państwa pojawiła się znowu, że tym razem się uda. 


— Walka była krwawa. W 1943 roku Wołyniu zginęło od 50 do 60 tys. Polaków.

— Była to czystka etniczna, która została przeprowadzona bardzo brutalnie. Wspomnienia mieszkańców Wołynia, badania historyków i ekshumacje wskazują, że była prowadzona na masową skalę. Nie należy jednak zapominać o ofiarach po stronie ukraińskiej. Było ich zdecydowanie mniej, ale nie możemy ich pomijać w dialogu polsko-ukraińskim. 


— Kiedy wojna się skończyła, nie przestali ginąć ludzie, zaczęły się też masowe wysiedlenia. Aż pół miliona Ukraińców — obywateli polskich zostało wysiedlonych do ZSRR.

— Wysiedlenia te trwały od jesieni 1944 roku do połowy 1946 roku. Politykę deportacji realizował Stalin. On też narzucił Polakom i Ukraińcom granicę. Chciał, by była etnograficzna. Skutkiem tego było wymiana ludności — wysiedlenie Polaków z Ukrainy (ale też Litwy i Białorusi), a Ukraińców z Polski do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Tam spotkał ich głód. W latach 1946-1947 na terytoriach dzisiejszej Ukrainy mieliśmy do czynienia z trzecią fala głodu, która pochłonęła ponad 800 tys. osób. Deportacyjna polityka Stalina doprowadziła do tego, że w Polsce rozwinęła się Ukraińska Powstańcza Armia. Według badań historyków do 1945 roku na terytorium dzisiejszej Polski sotni ukraińskich było od 4 do 5. 


— Ile osób liczy sotnia? Sto?

— Tak. Po rozpoczęciu deportacji liczba sotni wzrosła do 16-17. 


— To około 2 tysięcy osób. I władze polskie kierują przeciwko nim regularne wojsko, Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego milicję, funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa.
— To naturalne, że władza chciała zlikwidować wrogą sobie partyzantkę, nawet posługując się nieproporcjonalnie większymi siłami. Ale trzeba zwrócić uwagę, że wszystkie one zostały skierowane również przeciwko cywilnej ludności ukraińskiej. Od 1945 roku to polskie wojsko wysiedlało Ukraińców na Ukrainę radziecką i wojsko przeprowadziło Akcje Wisła.


— Jest kwiecień 1947 roku. Podstawą wysiedlenia jest narodowość i wyznanie, a nie lojalność czy nielojalność wobec państwa. 

— Bo akcja miała dwa cele. Pierwsze była likwidacja ukraińskiego podziemia, poprzez pozbawienie go zaplecza. Drugim celem było rozproszenie ludności ukraińskiej i doprowadzenie do jej asymilacji w nowym miejscu osiedlenia. Część polskiego społeczeństwa zapomina, że Akcją Wisła była przeprowadzona przeciwko własnym obywatelom, obywatelom polskim ukraińskiego pochodzenia. Zastosowano wobec nich zasadę odpowiedzialności zbiorowej, która i wtedy, i dzisiaj jest niedopuszczalna. Teraz szuka się usprawiedliwień dla akcji. 


— Jakich?

— Takich, że Ukraińcy mordowali nas na Wołyniu, to myśmy ich wywieźli, żeby dalej już mordów nie było. Nie zauważa się, że wysiedlenie objęło wszystkich, bez względu na zaangażowanie polityczne czy wojskowe. Po drugie ludzi tych nie deportowano z Wołynia. Ci, których wysiedlano, nie uczestniczyli w mordach Polaków. A w ten sposób dzisiaj akcję się usprawiedliwia — że to była kara. W dokumentach dotyczących Akcji Wisła nigdzie pani nie znajdzie choćby zdania, że była przeprowadzona w odwecie za Wołyń. Nic takiego nie ma. Owszem, takie informacje były sprzedawane w gazetach. Ale w oficjalnych dokumentach mówiło się działaniach represyjnych wobec ludności ukraińskiej. 


— W moich szkolnych czasach mówiło się, że powodem wywózek była śmierć w zasadzce UPA gen. Karola Świerczewskiego, który zginął 28 marca 1947 roku, miesiąc później zaczęła się oficjalnie Akcja Wisła. I to jest chyba jeden z największych mitów dotyczących tej historii. 

— Tak. Ale mitów naliczyliśmy już nie dziewięć, ale jedenaście, choć na pewno jest ich więcej. 


— Na pewno mitem jest przekonanie, że nie było ofiar śmiertelnych wśród wysiedlanych. Ale polemizowałabym z mitem o skoku cywilizacyjnym. Wychowałam się w dawnych Prusach Wschodnich, ale poznałam też dawną wieś w Galicji Wschodniej. Różnica była wielka. Na korzyć Prus. 

— Ja bym spojrzał na to jednak inaczej. Ludzie zostali wywiezieni wbrew swojej woli. Trafili do gospodarstw gorszych, często zniszczonych, bo te lepsze zostały zajęte wcześniej. Do nich wtedy nie docierało, że warunki gospodarowania będą lepsze niż w górach, bo tu, gdzie przyjechali były co najwyżej pagórki. Nie można w ich przypadku mówić o skoku cywilizacyjnym, bo rozumując w ten sposób, można dojść do absurdalnego wniosku, że dzięki Akcji Wisła Ukraińcy są w Unii Europejskiej i powinni być za nią wdzięczni. Nie. Trzeba wziąć pod uwagę odczucia ludzi wówczas. Ich warunki bytowe poprawiły się dopiero w latach 1956-1960, kiedy państwo polskie udzieliło Ukraińcom i ludności autochtonicznej bezzwrotnych pożyczek. Wtedy dopiero ludzie się podnieśli.


— Mam wrażenie, że mimo upływu 70 lat od tamtych wydarzeń jako społeczeństwo nie przepracowaliśmy, jak mówią psychoterapeuci, naszych traum i naszych resentymentów. Nadal żyjemy mitami, a strony konfliktu okupują się na swoich pozycjach. Za mało czytamy i za mało rozmawiamy. O ile udało nam się ułożyć stosunki Z Niemcami, z Ukraińcami nadal jest słabo. 

— Ale dialog z Niemcami prowadzimy jednak od 1965 roku, od sławnego listu biskupów polskich do niemieckich, w którym napisali „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Z Ukraińcami taka rozmowa trwa ponad dwadzieścia lat. I w dialogu polsko-ukraińskim są dwa stanowiska. Jedno to właśnie to „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Nie traktujemy jednego narodu jako ofiary, a drugiego jako kata. Uważamy, że nie ma narodów dobrych i narodów złych. W każdym są dobrzy i źli ludzie. Takie stanowisko reprezentują wyraźnie kościoły, prezydenci Polski i Ukrainy, organizacje mniejszościowe Ukraińców w Polsce i Polaków na Ukrainie. Ale jest też drugie stanowisko, które określam hasłem „Prawda was wyzwoli”. Jego zwolennicy mówią: — My jesteśmy ofiarą, a wy jesteście tylko katem. Za co mamy was więc przepraszać?! To wy powinniście się pokajać, bo wyście nas na Wołyniu mordowali. Sobie nie mamy nic do zarzucenia i nie chcemy widzieć waszej krzywdy.


— Nie ma w tym żadnego postępu, nie ma rozmowy.

— Nie ma. Bo jak to Jacek Kuroń kiedyś powiedział: — Nie da się zmierzyć, która krzywda bardziej boli. Krzywda jest krzywdą.