Dzisiaj jest sobota, 27 maja 2017. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

Nawet nie rozpakowywali tobołków. Mieli nadzieję, że wrócą

2017-04-27 20:00:00 (ost. akt: 2017-04-28 07:55:45)

Akcja Wisła rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 roku i trwała do lipca. W tym czasie z południowo- wschodniej Polski wysiedlono na tzw. ziemie odzyskane140 tys. osób. Była to operacja polityczna i wojskowa. Rozmawiamy o tym z Piotrem Tymą, prezesem Związku Ukraińców w Polsce.

Nawet nie rozpakowywali tobołków. Mieli nadzieję, że wrócą
— Zacznijmy rodzinnie...
— Rodzina ojca w 1939 roku znalazła się w Związku Sowieckim. Ojciec wrócił do Polski w 1956 roku. Natomiast mama wraz z rodzicami i dwoma braćmi została przesiedlona ze wsi Mołodycz w powiecie jarosławskim do wsi Myślice niedaleko Zalewa, przy trasie kolejowej Malbork-Małdyty. Dziadkowie mieszkali tam do śmierci i są pochowani w Myślicach. Z kolei ojciec dostał skierowanie do pracy w pegeerze Gisiel w gminie Dźwierzuty.  I tam poznał mamę. Razem przenieśli się do Szprotawy, gdzie się urodziłem.

— Czyli rodzina mamy dojechała z południa do punktu rozdzielczego Olsztyn.

— Tak. Mam rodzinę w okolicach Giżycka i Bań Mazurskich. Natomiast dalsza rodzina ojca znalazła się na południu dawnego województwa szczecińskiego. Obecnie mam rodzinę w Kijowie, we Lwowie, w Samborze, Tarnopolu, Nowym Jorku, Toronto, Koszalinie, Kołobrzegu i w Bieszczadach też. A córka jednej z kuzynek  mieszka w Los Angeles i pracuje w Hollywood.

— To pokazuje, jak wielkie było rozproszenie ukraińskich rodzin i w ogóle lokalnych społeczności. Czy w pana domu mówiono o wysiedleniach?

— Ta historia była zawsze obecna. Dorośli opowiadali też o czasach sprzed  akcji Wisła. I te opowieści mocno kontrastowały z tym, czego uczono nas w szkole. Dom dziadków we wsi Mołodycz został spalony przez Ludowe Wojsko Polskie. Także wspomnienia mamy dotyczące zachowania się żołnierzy w trakcie pacyfikacji miały się nijak do  historii przedstawianej na lekcjach.


— O czym opowiadała?

— O tym, jak z płonącego domu sama ratowała  rodzeństwo. Była najstarsza, miała 12 lat. Gdy zbliżało się wojsko dorośli uciekali ze wsi i się chowali w lesie. Obecność wojska oznaczało tortury, albo wywiezienie do Związku Sowieckiego, albo zabicie. W trakcie akcji wojska ginęli z rąk żołnierzy cywile. Opowiadano też o zbrodni  popełnionej przez oddziały podszywające się pod AK. Mama była świadkiem jak ludzie ci zamordowali jej wujka. Jego mogiła zachowała się na cmentarzu w Mołodyczu do dzisiaj.


— A wieś istnieje?

— Tak, choć zniszczono cerkiew. Dzięki Ukraińcom wysiedlonym z Mołodycza w okolice Braniewa, m.in dzięki panu Orzechowskiemu, cmentarz został ogrodzony i wykoszony. Jednak w 2016 r.pomnik Ukraińców, byłych mieszkańców Mołodycza został dwukrotnie sprofanowany i uszkodzony. A więc historia nie stała się tylko historią.


— Jak pana rodzina wspomina przybycie na nowe ziemie?

— Część ludzi, zwłaszcza tych przywiezionych w okolice Giżycka, gdzie są jeziora, obawiała się, że ich w tych wielkich jeziorach po prostu utopią. Niektórzy bardzo długo nie rozpakowywali dobytku z wozów.


— Jak długo?

— Z pół roku, bo ciągle mieli  nadzieję, że będą mogli wrócić. Ale dziadek, który był cieślą i budował domy, szybko się ustabilizował. Kupił motor junak. I co roku z dwoma synami — młodszego sadzał z przodu, starszego z tyłu  — jechał do Mołodycza, żeby zobaczyć, jak wygląda jego plac czyli działka. Ja też tam czasem jeżdżę. Ludzie niewysiedleni, z mieszanych rodzin, gdy powiedziałem, że jestem wnukiem Wasyla Łychacza, pokazali mi, gdzie był dom dziadka. Ale największym problemem jest z traktowanie 70 rocznicy akcji na poziomie polityków i części mediów.


— Przypomnijmy, że w 1990 roku  Senat potępił akcję Wisła.

— W 2002 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski wysłał list do uczestników konferencji naukowej poświęconej akcji. Potem w 2007 roku było wspólne oświadczenie w tej sprawie prezydentów — Śp.Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenki.

— I co teraz?

— Teraz mamy do czynienia z procesem przeciwnym swoistym rewanżem. Coraz bardziej aktywne są środowiska, które można nazwać rewanżystowskimi. Ludzie ci zwrócili się do marszałka Sejmu i Senatu o unieważnienie uchwały z 1990 roku.


— Naprawdę?!

— Odbywają są też konferencje, których celem jest usprawiedliwienie akcji Wisła.  Mamy też niezrozumiałe decyzje administracji. ZUwP, Stowarzyszenia Łemków i  Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej  złożyły wnioski grantowe dotyczące obchodów rocznicy akcji Wisła i  dostały odmowną decyzję. Odwołanie też nic nie dało.  Przy tym nie było żadnego merytorycznego uzasadnienia. Dotychczas Państwo Polskie starało się likwidować skutki akcji Wisła. To były nie tylko akty symboliczne, o których mówiliśmy przed chwilą.  Zwrócono także lub zrekompensowano mienie związkom wyznaniowym. Przyznano renty osobom bezprawne więzionym w komunistycznym obozie koncentracyjnym w Jaworznie. Poprzez konferencje organizowane przez IPN, przez liczne publikacje przygotowywane we współpracy z nami lub samodzielnie instytucje państwa odnosiły się do tych wydarzeń.  W tym roku mamy sytuację, że nasze wnioski są odrzucane, natomiast innych form zaznaczenia rocznicy akcji Wisła w duchu otwarcia na pamięć obywateli Polski narodowości ukraińskiej nie ma.


— Może jest ważna tylko dla mniejszości ukraińskiej?

— Nie tylko. Próba rehabilitacji tej klasycznej stalinowskiej czystki etnicznej jest niezrozumiała. Podstawą represji było wyłącznie kryterium narodowe, a nie brak lojalności wobec państwa czy wyznanie. Wysiedlano prawosławnych, grekokatolików i rodziny mieszane. W jednym z dokumentów organizatorzy akcji użyli sformułowania: „rozwiązać ostatecznie problem ukraiński”.


— A my uczyliśmy się w szkole, że akcja była słuszna, bo UPA była potężna  i zabijała Polaków.

— Przypomnę, że dwie amnestie ogłoszone w Polsce między 1944 i 1947 rokiem, które spowodowało, że polskie podziemie stopniało do niewielkich rozmiarów, nie objęły członków UPA. Władzy nie zależało na osłabieniu czy rozbrojeniu tej formacji. Jej potrzebny był wróg, a Ukraińcy przez to, że były różne zaszłości w tym zbrodnia na Wołyniu, doskonale do tej roli się nadawali. Mówienie, że powodem wysiedlenia było zbrojne podziemie jest nieprawdziwe. Ludzi wywożono z miejsc, gdzie UPA nie było. W okolicach Włodawy na przykład było wielu Ukraińców komunistów.  Wysiedlani byli żołnierze września 1939 roku czy I Armii WP. Znam człowieka, który zdobywał Berlin w 1945 roku, był za to nagradzany a po powrocie z frontu został aresztowany i skierowany do obozu Jaworznie, natomiast jego rodzinę wysiedlono.  W okolicy Komańczy mieszkały mocno zrutenizowane rodziny romskie. I one też w czasie akcji Wisła zostały wysiedlone.  Poza tym 1947 roku UPA była już bardzo osłabiona. Czytałem dokumenty ze stycznia 1947 roku, świadczące o zdemoralizowaniu jej żołnierzy i o dezercjach. Nie była to wielka, silna armia, z którą polskie wojsko, wyposażone w samoloty i pociągi pancerne, współpracujące z wojskiem sowieckim i czechosłowackim nie mogło sobie poradzić.


— Poproszę o pozytywną pointę naszej rozmowy.

— Pozytywne jest to, że powstał  społeczny komitet honorowy obchodów rocznicy. W jego skład wchodzą m.in. Krystyna Zachwatowicz-Wajda, Andrzej Seweryn, Andrzej Stasiuk, ojciec Tomasz Dostatni i Danuta Kuroń. Wspierają nas Ukraińcy i bardzo wielu Polaków, którzy nie godzą się na takie podejście do akcji Wisła. Okazuje się, że ponad 20 lat dialogu, pracy historyków, spotkań, konferencji i dyskusji nie poszło na marne.

Ewa Mazgal
  
e.mazgal@gazetaolsztynska.pl    

70 lat po: Główne obchody 70 rocznicy akcji Wisła odbędą się w Przemyślu od 28 kwietnia do 1 maja. W programie są debaty, panele, pokazy filmów i akcja parateatralna. Uroczystości odbędą się też w lipcu w Ełku i we wrześniu w Jaworzu. Na dworcach kolejowych m.in . w Przeworsku będą odsłonięte tablice upamiętniające wywożonych stąd ludzi.