Dzisiaj jest niedziela, 25 czerwca 2017. Imieniny Łucji, Witolda, Wilhelma

Nie słychać nic, oprócz wojny

2017-02-07 16:30:00 (ost. akt: 2017-02-07 17:45:37)

Mikołaj Podczarski z Olsztyna po raz szósty wybiera się z pomocą humanitarną na Ukrainę i liczy na wsparcie w postaci medykamentów, śpiworów i trwałego prowiantu.

Nie słychać nic, oprócz wojny

Autor zdjęcia: arch. prywatne

— Sytuacja w okolicach miasteczka Awdijiwka na Ukrainie jest dramatyczna. Walki trwają, żołnierze giną, cierpią także cywile. Ludzie w dramatycznych apelach proszą o pomoc. — Dostałem dwie takie wiadomości w nocy — mówi Mikołaj Podczarski z Olsztyna i przytacza nam ich treść.

Jedna z osób pisze w wiadomości facebookowej: „Pyta mnie Facebook "co słychać?":. No cóż - nic nie słychać, mamy wojnę. Prosimy o pomoc i mało kto nas słyszy. Potrzebna 10-litrowa butla tlenowa i opatrunki hamujące krew... I co? Komu to w głowie? Nikomu”. Druga w rozpaczy prosi o bandaże, plastry, opatrunki żelowe, sprzęt do unieruchomiania kończyn i dodaje „Ludzie, pomóżcie!!!”.

Pan Mikołaj jest jedną z tych osób, które takie apele słyszą, dlatego po raz kolejny organizuje zbiórkę pomocy z Warmii i Mazur dla Ukrainy. — Sytuacja na froncie się zaognia — tłumaczy. — Ukraińskie organizacje humanitarne proszą o pomoc.
Potrzebne są opaski zaciskowe na krwotoki, zestawy do przetaczania krwi, ciepłe skarpety, koszulki, śpiwory, termobielizna, polary, medykamenty (strzykawki, wenflony, systemy do kroplówek), rękawiczki, czekolady, herbata i jedzenie o długim terminie przydatności oraz agregaty prądotwórcze do szpitali. — Jakby ktoś miał używany agregat na podarowanie lub sprzedaż za niewielką kwotę, proszę o kontakt — mówi pan Mikołaj i dodaje, że pieniędzy nie przyjmuję.

Olsztynianin wybiera się na miejsce w przyszły poniedziałek lub wtorek (13/14.02.2017). — W zależności od tego, ile będzie darów, pojadę prywatnym kombi lub wynajętym busem — mówi. — Ostatnio jechałem busem i... ledwo udało mi się domknąć drzwi.

To będzie szósta pomocowa wizyta mężczyzny na Ukrainie. — Ostatni raz byłem tam w ubiegłym roku — mówi Podczarski. — Sytuacja, jaką tam zastałem, jest naprawdę dramatyczna dla kogoś z zewnątrz. Nie ma domu, w którym ktoś nie miałby w rodzinie kogoś, kto bierze udział w walkach na froncie, do tego dochodzi sytuacja ekonomiczna. Pensja tam to ok. 200-400 zł, a ceny są polskie. Jedynym ratunkiem są osoby, które pracują poza granicami kraju i przysyłają pieniądze. Najgorsza jest jednak ta nieustająca niepewność, strach. Mężczyźni jadą na front i często już nie wracają, ginąc za ojczyznę. Nigdy nie wiadomo, jak będzie wyglądał kolejny dzień, a nadziei brak. Są miejscowości, gdzie w nocy wyłączane jest całkowicie światło – sytuacja jak z mroczncyh filmów. Ci ludzie do swojej tragedii się przyzwyczajają, bo... nie mają wyjścia.

Olsztynianin pomaga, choć z Ukrainą nie łączą go więzy krwi. — Nie mam ukraińskich korzeni — mówi. — Ale to jest tak, że jak się sąsiadowi pali stodoła, to bierzemy to wiaderko z wodą i – czy go lubimy, czy nie – pomagamy gasić. A na Ukrainie jest teraz pożar.

Pan Mikołaj strażakiem nie jest, ale wcześniej 15 lat pracował w policji, więc pomoc innym leżała przez lata także w jego zawodowych kompetencjach. — Ale chodzi także o kwestię szerszą — mówi. — Po rozpadzie Syrii, odłamkami dostały kraje sąsiadujące. Jeśli doszłoby nie daj Boże do rozpadu Ukrainy, ucierpielibyśmy także my. Ale najważniejsze, że tam cierpią ludzie. Wielka polityka nie pamięta o małych dramatach. My też 35 lat temu otrzymywaliśmy paczki. Też to było zimą, też był stan wojenny... Warto pomagać ludziom, bo pomoc i dobre uczynki wracają.

Jeśli ktoś chciałby pomóc, proszony jest o kontakt mailowy (do soboty 11.02.2017) na adres mikolaj.podczarski@gmail.com lub facebookowy na profilu https://www.facebook.com/warmiaimazurydlaukrainy/